Booking.com
Partnerzy

Sonda

Sprawdzamy co myślą nasi czytelnicy

Jakie włoskie miasto lubisz najbardziej?

Wyniki

Loading ... Loading ...
Booking.com

7 Polek mieszkających we Włoszech dla "Kierunku Włochy" opowiada jak naprawdę wygląda teraz życie we Włoszech

7 Polek mieszkających we Włoszech dla “Kierunku Włochy” opowiada jak naprawdę wygląda teraz życie we Włoszech

Media prześcigają się w doniesieniach z Włoch. Często – z uwagi na małą ilość czasu w wieczornych dziennikach – są to informacje bez głębszej analizy. Z ekranu widzów atakują czerwone mapy i wielkie liczby. Emocje, panika, strach przed nieznanym przyciągają przed telewizory jak mało co. Dobrze o tym wiedzą redaktorzy naczelni kanałów informacyjnych.

Jednak krótkie, telewizyjne relacje, które oglądamy w Polsce pokazują tylko niewielki fragment włoskiej rzeczywistości. Lepiej na tym tle wypada prasa, ponieważ tam jest miejsce i czas na dokładniejsze relacjonowanie tego, co dzieje się we Włoszech i pogłębioną analizę.

O ile polskie gazety stają na wysokości zadania, to tabloidy bazują na taniej sensacji. Kilka dni temu “Fakt” opublikował dramatyczny wpis lekarza z Bergamo, który nieprzerwanie pracuje na tamtejszym oddziale intensywnej terapii. Opowiadał, że brakuje miejsca, sprzętu, że na oddziale leżą także ludzie młodzi, a on sam nie widział własnych dzieci od dwóch tygodni. Jego relacja z pierwszej linii frontu walki z koronawirusem także mnie bardzo poruszyła, ale nie udostępniłem jej na Kierunku Włochy.

Dziś z kolei zawożąc syna do przedszkola słuchałem porannej rozmowy w RMF FM. To najchętniej słuchany wywiad radiowy w kraju. Dynamiczna rozmowa trwa przez 8 minut. Badania pokazują, że słucha jej kilka milionów słuchaczy, a to co w trakcie takiego wywiadu zostanie powiedziane, często wpływa na pracę redakcji w całym kraju. Wirusolog prof. Włodzimierz Gut z Zakładu Wirusologii Państwowego Związku Higieny i jednocześnie doradca Głównego Inspektora Sanitarnego przez całe 8 minut bagatelizował koronawirusa. Było dużo śmiechu, żartów i w zasadzie po odsłuchaniu pozostało wrażenie, że nic się nie dzieje, a wszyscy ulegliśmy zbiorowej histerii. Jeśli chciałbyś posłuchać tej rozmowy to link jest tutaj.

Piszę o tym ponieważ zarówno relacja z OIOMu w Bergamo, jak i opinie doradcy Głównego Inspektora Sanitarnego są bardzo skrajne. Na tym tle świetnie wypada Angelo Borrelli. To szef włoskiej służby cywilnej, który zbiera i analizuje napływające z całych Włoch informacje. Borrelli na codziennych konferencjach prasowych w spokojny i wyważony sposób podaje jak wygląda sytuacja. Kto i gdzie choruje, kto jest narażony, a kto powinien uważać, żeby nie zarazić rodziców i dziadków, jak się zachować, żeby opanować koronawirusa, czego się spodziewać w najbliższych dniach. Przeważają suche fakty i rzeczowa analiza. Jeśli Cię to interesuje zajrzyj na Facebookowy profil Kierunku Włochy – w ostatnim czasie kilkukrotnie przekazywałem informacje, które podawał Borrelli.

7 Polek mieszkających we Włoszech dla "Kierunku Włochy" opowiada jak naprawdę wygląda teraz życie we Włoszech

Jak naprawdę żyje się we Włoszech?

Jak jest naprawdę? Co zmieniło się w życiu przeciętnej włoskiej rodziny? Jakie są teraz największe obawy, a jakie nadzieje? Dziś rano zapytałem o to siedem Polek, które od wielu lat mieszkają we Włoszech. Zapraszam do przeczytania najnowszych relacji z pierwszej ręki.

Klaudia, Punta Sabbioni k. Wenecji

Pani Klaudia, Punta Sabbioni koło Wenecji
Pani Klaudia, Punta Sabbioni koło Wenecji

Tutaj odczuwa się ogólny spokój, mieszkańcy Wenecji i okolic stosują się do zasad, nie ma paniki, sklepy są pełne towaru, życie odbywa się w miarę normalnie, jest jedynie tak jakby spowolnione. Jesteśmy zadowoleni z decyzji Prezydenta Włoch o kwarantannie, bo wiemy że jest to po to żeby ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa, szybszą walkę z nim i żeby wszystko wróciło do normy! Ludzie wspierają się wzajemnie jak tylko mogą, na różne sposoby i to jest naprawdę bardzo podnoszący na duchu aspekt tej sytuacji.

Poza tym unikamy dużych skupisk ludzi i trzymamy się około 2 m jeden od drugiego, myjemy ręce co chwilę, dezynfekujemy każdy w swoim zakresie w domu co się da i… czekamy na wiosnę! Ufamy systemowi opieki zdrowotnej, ale też robimy co się da żeby ułatwić medykom pracę. Nie jest łatwy aspekt ekonomiczny sytuacji, ale wierzymy, że i tutaj sytuacja jest tymczasowa i zostanie opanowana i że damy wspólnie radę.

Ci którzy pracują w turystyce robią wszystko aby mimo sytuacji przygotować się do sezonu. Wierzą, że sytuacja zmieni się i kiedy wszystko wróci do normy Wenecja i plaże od Bibione do Cavallino muszą być gotowe na lato i na powrót turystów! Po takim ciężkim momencie, kiedy już się skończy, myślę, że wszystkim ludziom potrzebna będzie spora doza słońca, odpoczynku, uśmiechu i pozytywnego przeżywania każdego dnia!

Dziś w Wenecji jest piękna pogoda, jest 15 stopni, ludzie mimo iż na 2 metry od siebie to wciąż uśmiechnięci i pozytywnie nastawieni, życie zwolniło, ale włoskie podejście do życia nie poddaje się negatywnym myślom, bo jak to mówią Włosi… il sole splenderà!

Małgorzata Klaus, Liguria

Małgorzata Klaus, Liguria
Małgorzata Klaus, Liguria

Piszę z perspektywy osoby mieszkającej w miniaturowej (12 mieszkańców) górskiej wioski. Prela Castello była zawsze odcięta od świata. Nie mamy sklepu, restauracji, kina ani stadionu sportowego. Zdecydowaliśmy się tak żyć, czyli odosobnienie nie jest dla nas niczym nowym. Nie brakuje nam świata, ponieważ nigdy go tu nie było.

Teoretycznie nie wolno nam opuszczać wioski, ale żeby zrobić zakupy musimy jechać do następnej, większej, prawie 2 km. Do dużego supermarketu mamy 10 km, do stacji benzynowej 8 km. Niektórym z was wydaje się, ze wszędzie stoją patrole, które kontrolują drogi. Tak nie jest! Ci którzy pracują muszą jechać do Imperii, do Sanremo czy Ventimiglia i naturalnie jeżdżą. Możemy opuszczać miejsce zamieszkania w celach zawodowych, aby zrobić zakupy, czy pójść do apteki. Co się zmieniło? Nie podajemy sobie ręki na powitanie, nie umawiamy się na kolacje w restauracji, nie wychodzimy do baru.

Do wczoraj żyliśmy mniej więcej normalnie, bez większych zmian. Od wczoraj zaczynam wyczuwać strach. Ale nie strach przed chorobą, która tu jest na szczęście dość abstrakcyjna (nie mieliśmy zachorowań w okolicy) ale strach przed konsekwencjami materialnymi. Kto pracuje na własny koszt, nie jest zatrudniony na stałe, boi się, że nie da rady zapłacić kolejnej raty w banku, czy opłat za prąd lub gaz. Właściciele małych barów, pensjonatów, rzemieślinicy to nie są bogaci ludzie, nie maja rezerw… Koniec miesiąca będzie ciężki. Mam nadzieję, że sytuacja zmieni się wkrótce na lepsze!

Klaudia Cach, Toskania

Klaudia Cach, Toskania
Klaudia Cach, Toskania

Kiedy przeczytałam wieczorem o nowym dekrecie i strefie chronionej od razu pokazałam mężowi. Oboje czuliśmy się dziwnie, trochę nas zmroziło ale wiedzieliśmy, że do tego dojdzie. Myślałam że będzie mi ciężko zasnąć ale tak nie było. Gdybym nie miała dzieci to chyba bym nie poszła spać.

U nas tak jak na północy dziś ludzie robili zapasy w sklepach. Apelowałam o rozsadek. Zrobili limit 40 osób w sklepie Coop. Można prosić o dowóz do domu z apteki. Mąż pojechał na chwilę do naszego ośrodka, który znajduje się w innym mieście. Są potrzebne autocertyfikaty które zostawia się policji jeśli cię zatrzymają (które mówią o tym dlaczego ktoś opuszcza miasto, bo można tylko w niektórych wypadkach).

Lepiej nie widywać się nawet z bliską rodzina (teściami i ciociami moich dzieci na przykład). Można wychodzić na powietrze i uprawiać sport. W urzędzie miasta pracownicy bardzo przestrzegają odległości i higieny (wietrzą i przecierają wszystkie powierzchnie i klamki po każdej osobie, każą czekać na zewnątrz na otwartym powietrzu na swoją kolej, a nie na korytarzu).

My osobiście cieszymy się z tych środków ostrożności. Jeszcze w czwartek myślałam, że należy bardziej chronić starszych ale zrozumiałam powagę sytuacji. Myślę, że do każdego musiało to dotrzeć, że mogą być problemy ze szpitalem i ze złamaniem nogi lub wyrostkiem jeśli dojdzie do tylu zakażeń jak na północy. Ja się staram uświadamiać wszystkich i myślę, że teraz ważne aby się jednoczyć, a nie oskarżać nawzajem.

Nikt nie wie co będzie. Na razie skupiamy się na ograniczeniu problemu, najlepiej eliminacji. Apeluje do wszystkich aby już teraz zadbali o większą odległość miedzy ludźmi i higienę, częste mycie rąk, dezynfekcje powierzchni. Wszędzie. Nie tylko we Włoszech. Mam optymistyczne nastawienie. Wierzę ze szybko wrócimy do podróżowania po tym pięknym kraju. Zaczyna do nas dochodzić pomoc zewsząd – nawet z Chin. Być może trzeba będzie zaostrzyć jeszcze zasady, zobaczymy. My staramy się myśleć samodzielnie i nie widywać się z nikim.

Aleksandra Kornacka, Bolonia

Bolonia
Bolonia

“Andrà tutto bene” – wszystko będzie dobrze… Tym krótkim hasłem zapisanym na porozlepianych w różnych miejscach kolorowych karteczkach Włosi dodają sobie otuchy w zaistniałej sytuacji. W dniu dzisiejszym wszedł w życie kolejny dekret który zmusza nas do zmodyfikowania dotychczasowego trybu życia: restauracje i bary czynne do 18:00, sklepy otwarte od poniedziałku do piątku, szkoły, uniwersytet, muzea, teatry, kina, siłownie etc. zamknięte do 3 kwietnia.

Nadal mamy możliwość przemieszczania się w sprawach zawodowych, zdrowotnych lub wyższej potrzeby za okazaniem specjalnego pisma. Samo miasto nadal żyje i pracuje, niczym nie przypominając wymarłej chińskiej metropolii. Ludzie załatwiają sprawunki, spacerują, rozmawiają na ulicy, piją kawę w barze… Niektórzy w maseczkach lecz większość jednak bez. Uprasza się wszystkich o zachowanie metra odległości od siebie w kolejce w sklepie czy przy stoliku w restauracji. Autobusy, pociągi i taksówki nadal są do dyspozycji, obowiązkowo codziennie dezynfekowane. Panuje spokój i nie ma żadnych oznak paniki. Osobiście, wraz z całym personelem nadal normalnie kontynuujemy naszą pracę w hotelu.

Myślę, że ze względu na otwartość i serdeczność w kontaktach międzyludzkich mocno zakorzenionych we włoskiej mentalności ciężko im było początkowo pogodzić się z zaistniałą sytuacją. Na chwilę obecną jednak troska o zdrowie rodziny i znajomych, świadomość zagrożenia, znajomość objawów chorobowych, apele polityków, ludzi ze świata nauki, kultury i show businessu odnoszą zamierzony skutek i doprowadzą wkrótce do unormowania się sytuacji i spadku liczby zarażonych.

 

Jesteśmy i będziemy dobrej myśli, andrà tutto bene!

Anna Siek, Marche

Anna Siek, region Marche
Anna Siek, region Marche

Mieszkam w Marche, w prowincji Fermo, gdzie według danych na 10 marca pochodzących z GORES było 6 potwierdzonych przypadków koronawirusa, a w sąsiedniej prowincji Macerata potwierdzono ich 11 (łączna liczba ludności w tych dwóch prowincjach to około 496 tysięcy osób). Informacje o rozwoju sytuacji śledzę od początku i od dnia pojawienia się na północy Włoch pierwszego przypadku, codziennie, mailem, dostaję informacje o każdej zmianie, decyzji czy nowych zaleceniach.

Do czasu objęcia całych Włoch tak zwaną czerwoną strefą życie tutaj, w mojej okolicy, toczyło się w miarę normalnie: stosowaliśmy się do zaleceń, nie odcinając się jednak od świata czy znajomych, zachowując oczywiście właściwe środki bezpieczeństwa i zdrowy rozsądek.

Z dniem wejścia w życie dekretu ograniczona została przede wszystkim możliwość przemieszania się (wracając z pracy zostałam już skontrolowana przez policję i musiałam wypełnić i podpisać stosowne oświadczenie, gdzie należało podać miejsce zamieszkania, miejsce pracy i cel podróży). Od jutra jednak zaczynam pracować zdalnie, do 3 kwietnia. Nie zrobiłam zakupów na zapas, półki sklepowe nie są tu puste, a kolejki przed sklepami to skutek tego, że do środka wpuszcza się tylko kilka osób jednocześnie. To, co zauważyłam, to faktycznie mocno zmniejszony ruch na ulicach. Zostaliśmy w domach.

Moim zdaniem najgorszymi doradcami w tej sytuacji są panka i sensacyjne doniesienia mediów czy przypadkowych osób publikujących często niesprawdzone i emocjonalne posty na portalach społecznościowych. Ja wiem, to się czyta i dobrze klika, ale uważam, że dużo lepiej jest skupić się na danych pochodzących z wiarygodnych źródeł, na przykład http://www.salute.gov.it/nuovocoronavirus

Nie jestem specjalistką w dziedzinie chorób zakaźnych i nie wiem – nikt w chyba nie wie – jak rozwinie się sytuacja, ale jestem dobrej myśli. Teraz zostajemy w domu, B&B zostaje zamknięte przynajmniej do 3 kwietnia, ale zdążyliśmy już zacząć przygotowania do sezonu, mamy nowe plany i nadzieję, że choć może sezon rozpocznie się później niż zwykle, będzie przynajmniej dobry.

Marta Stępień, Rzym

Marta Stępień, Rzym
Marta Stępień, Rzym

9 marca premier Włoch ogłosił „czerwona strefę” na terenie całej Italii. Wiąże się to z zaostrzonymi środkami ostrożności w zakresie przemieszczania się, zakazem eventów publicznych, sportowych, kulturalnych i prywatnych. Zamknięte są szkoły, teatry, kina i muzea. Odwołane msze święte, śluby, chrzciny i pogrzeby. Restauracje i bary otwarte są do godz. 18:00. Apel premiera to „zostańcie w domach”.

Pierwsza reakcja mieszkańców to strach, panika i niepewność. Zagrożenie stabilności, przyzwyczajeń, lęk przed jutrem spowodowało szturm na sklepy i apteki.

Dziś emocje zastąpił rozsądek i akceptacja zmiany stylu życia i dostosowania się do wytycznych władz. W sklepach jest wszystko, brakuje tylko masek i silnych środków odkażających. Ludzi widać mniej na ulicy. W sklepach, barach i aptekach przestrzegana jest odległość 1 metra między klientami.

Co będzie dalej? Nikt nie wie. Myślę, że władze Włoch będą musiały – idąc za przykładem Chin – podjąć bardziej rygorystyczne zarządzenia. Jest to jedyna walka z niewidzialnym, śmiertelnym przeciwnikiem, na którego nie ma leku.

Monika Grębowiec, Kampania

Monika Grębowiec, Kampania
Monika Grębowiec, Kampania

Mieszkam w małej miejscowości Santa Cecilia (20 km od Salerno) w południowych Włoszech. W mojej miejscowości jest spokojnie. Nikt póki co nie popada w panikę. W sklepach jest dostępne wszystko, niczego nie brakuje na dzień dzisiejszy.

Ludzie ograniczyli poruszanie się samochodami, gołym okiem widać pustki na ulicach. Ja osobiście pracując w restauracji, podjęłam decyzje o pozostaniu w domu na czas tego całego zamieszania, chociaż i tak dwa dni później wprowadzono strefę chronioną w całych Włoszech, więc po 18.00 restauracje są nieczynne.

Trzeba się po prostu dostosować do panujących zaleceń co do bezpieczeństwa naszego własnego jak i osób, z którymi mamy kontakt. Musimy po prostu przeczekać ten czas. Ludzie są już zmęczeni nic nie robieniem, a jak wiemy Włochom ciężko jest usiedzieć w jednym miejscu.

Na dzień dzisiejszy widzę spokój i opanowanie u znajomych. Każdy usiłuje myśleć racjonalnie i nie ulegać panice. W moim regionie na dzień dzisiejszy da się funkcjonować normalnie. Chciałabym zaapelować do ludzi, którzy mają zwierzęta domowe czy też hodowlane. Dbajmy o słabszych, nie zapominajmy o nich, zwierzęta nie przenoszą wirusa. Bez naszej pomocy nie poradzą sobie same. Kiedy to wszystko minie nie mamy pojęcia. Wszyscy są dobrej myśli. Zachowajmy spokój i zdrowy rozsądek. Pozdrawiam czytelników Kierunku Włochy.

Please wait...

To także może Cię zainteresować:

4 odpowiedzi do “7 Polek mieszkających we Włoszech dla “Kierunku Włochy” opowiada jak naprawdę wygląda teraz życie we Włoszech

  1. Bardzo serdecznie pozdrawiam wszystkie Panie. Trzymajcie się! Nie będzie tak źle jak wieszczą. Wierzę, że to wszystko wkrótce minie i nie będzie żadnej zagłady Włoch! Włochy nie takie rzeczy przetrwały!!!!

  2. wszystko wróci do normy, musi być dobrze!!!! dzięki, że jesteście. tęsknie za Włochami. jak tylko otworzą granicę, a to minie, jadę do Was!!!! jesteśmy z Wami!!!! 🙂

  3. A czemu nikt nie napisze co się dzieje na Sycyli , do soboty żyliśmy spokojnie aż do momentu kiedy ludzka ignorancja wzięła górę i wszyscy zarażeni zjechali z Lombardi do Sycyli i teraz dopiero się dzieje ludzie się boją przed sklepami wszędzie policja a my zamknięci w domu w strachu że każdy potencjalny przechodzień jest zarażony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Booking.com
Booking.com